Miłość jak narkotyk

Miłość jest jak narkotyk – łatwo się przyzwyczaić, a odstawienie bardzo boli

Miłość to źródło największego szczęścia i największego bólu. Dlaczego mamy problem ze słowem “kocham”? Czy można się odkochać na żądanie? Co to jest toksyczna miłość?

Agata Loewe – seksuolog, Instytut Pozytywnej Seksualności

Kilka słów o miłości. Problem ze słowem KOCHAM. Czy można odkochać się na żądanie?

Miłość jak narkotyk
Czasem pragnienie miłości jest tak silne, że zaczyna niszczyć nas od środka, rujnuje nasze życie. Zastanów się, co tak naprawdę myślisz na temat miłości i kochania. Warto się nad tym zastanowić, bo to Twoje podejście oraz przekonania, oceny (często nieuświadomione) w pierwszej mierze są odpowiedzialne za to, jaki typ reakcji przejawisz oraz co może się zamanifestować w Twoim świecie zewnętrznym, gdy wchodzisz w nowy związek. Czy to, co uznajesz za miłość – jest nią w pełni czy może poświęcasz wiele z siebie w „imię” tego określenia a czujesz się tak naprawdę nieszczęśliwy?

Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach jest łatwiej mówić o seksie niż o miłości. Jest wiele definicji seksu: z jednym partnerem, z wieloma partnerami, są różnorakie rodzaje seksu. Powstają i mnożą się artykuły, wywiady, rozmowy i książki o seksie. A jeśli chodzi o miłość to stała się ona trochę takim archaizmem, tematem wstydliwym. Kiedy w gabinecie pytam pacjentów, czy się zakochali, to widzę zawstydzenie, cofnięcie, pacjenci zaprzeczają, mówią, że być może to zauroczenie, może zadurzenie, motyle w brzuchu ale na pewno nie miłość.

Polacy wstydzą się miłości 

Fizjologicznie, to co kiedyś nazywano stanem miłości jest do zaobserwowania, ludzie potrafią to w sobie odkryć, ale mają problem by się do tego przyznać. Wydaje się, że to problem stricte związany z naszą polską mentalnością. Słowo miłość w naszej kulturze, niesie ze sobą ogromną odpowiedzialność i  zobowiązanie, bo jeżeli powiemy, że kogoś kochamy, to w naszym romantycznym, polskim micie znaczyłoby to, że kochamy do grobowej deski. A więc Polak myśli:  jeżeli już to powiem, to muszę konsekwentnie na tym stanowisku stać. A jeżeli kogoś znamy krótko, albo nawet bardzo długo, ale wiemy, że nie potrafimy się zobowiązać, żeby być z tym kimś do końca życia to wolimy tego nie nazywać.

Miłość – słowo, które wiele zmienia

Zdarza mi się pracować z parami, które żyją ze sobą latami i nigdy nie powiedziały sobie, że się kochają. Czują to, wszystko zadziewa si, można powiedzieć książkowo, ale coś takiego jest z tym słowem, że ludzie go unikają.

Zastanawiam się, czy to jest nomenklatura mediów, które prześmiewają miłość mówiąc, że jest infantylna lub przereklamowana. Dewaluuje ją się do liczby wydzielanych substancji chemicznych. Tak więc  mówi nam się, że uczucie  jest mierzalne, że 3 miesiące do 3 lat jesteśmy zakochani, a potem w kolejnej fazie wydziela się inna chemia mózgu, która powoduje, że jesteśmy uodpornieni na to, co było do tej pory. Czasem słyszymy, że w stanie miłości  jesteśmy jak na mocnych narkotykach i nie myślimy wtedy racjonalnie. Kulturowo cenimy bardziej to, co jest racjonalne, z głowy, zamknięte w tej kognitywnej puszce, a to, co się dzieje z naszym ciałem degradujemy.

Ci, którzy kochają za bardzo

Są osoby, które kochają i nazywają swoje uczucia miłością. Takie osoby zakochują się regularnie.

Istnieje teoria psychologiczna mówiąca o tym, że są osoby, które kochają za bardzo. Ich uczucie nazywa się toksyczną miłością, lub też miłością dla samej zasady. Ten pęd za stanem zakochania powoduje, że stajemy się uzależnieni od bycia w tym stanie cały czas, a często zmienia się to w stan permanentnego cierpienia  i poczucia odrzucenia. Cały mechanizm polega na tym, że zużywamy bardzo dużo energii na to, żeby znaleźć potencjalny obiekt miłości. Później to zaczyna się rozwijać, ale w trakcie dochodzi do tego, że sami sabotujemy tą miłość. Deklaratywnie faktycznie jest to miłość, ale ona się z jakiegoś powodu naprawdę nie rozwija. Następuje więc rozstanie, odrzucenie, sprawa kończy się w sposób dramatyczny, po czym następuje cały ciąg wydarzeń polegający na tym, żeby przeboleć tą miłość. Albo ją odzyskać, albo zakochać się w kimś na nowo, w bardzo podobnym trybie. Jeśli rozpoznajecie w tym portrecie siebie, to zachęcam do tego, żeby pracować psychologicznie, bo taka osoba bardzo często dużo cierpi. Wylewając swoje emocje, jest bardzo skoncentrowana na tym, żeby się odkochać, albo znowu zakochać, że często nie ma miejsca na inne aktywności życiowe.

Kocha się za nic?

Istnieje teoria, że powinno się innych kochać takimi, jakimi są. Jest to banał, mówi się o tym w sposób lekki. Jednak bardzo łatwo jest się samemu oszukać, czy zaślepić. Myślimy, że zakochujemy się w jakichś projekcjach czy wyobrażeniach na temat jakiejś osoby – to akurat można zwalić na naukę, bo w momencie, gdy schodzą nam te opary miłości, hormony, neuroprzekaźniki odpowiedzialne za stan miłości, to, choć do tej pory było idealnie, nagle dostrzegamy, że kubek jest źle postawiony i wszystko zaczyna nam przeszkadzać. Zaczynamy konfrontować się z faktem, że mamy do czynienia z żywym człowiekiem, którego albo bierzemy z całym asortymentem, albo próbujemy manipulować, robić coś, żeby było po naszemu. To się dzieje zazwyczaj w związkach, taka świadoma, czy nieświadoma dynamika walki o to, kto będzie miał bardziej wpływ na tą relację. To wszystko jest do przegadania, do przepracowania. Są osoby, które pytają o to, czy można się odkochać, albo z całej siły chcą się zakochać. Coś takiego się tu zadziało, że wybrały taką osobę, że muszą pracować nad zmianą swoich emocji.

 

Komentarze

  1. Ilona Bohn-Hansen o 12:24

    Milosc wielkie uzaleznienie od swojej iluzji. Rozowe okulaty dodaja lekkosci i usmiechu, Kocham ten stan nawet wiedzac ze kiedys ktos mnie pociagnie na dno. Nie boje sie kochac

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *