Terapia par – kiedy ma sens

Terapia par to czasem ostatnia deska ratunku dla dwojga zagubionych ludzi. Bez gwarancji sukcesu. 

Nie ma dobrego ani złego momentu, żeby pojawić się na terapii – para sama decyduje o tym, co jest dla niej najlepsze

dr Agata Loewe – seksuolog, Instytut Pozytywnej Seksualności

Czy para, która się zgłasza na terapię ma jeszcze co ratować? Czy sam fakt, że potrzebuje terapii nie oznacza katastrofy?

Z mojego doświadczenia wynika, że tak naprawdę nie ma ani dobrego ani złego momentu, żeby pojawić się na terapii, zwłaszcza jeśli chodzi o terapię par. Para sama decyduje o tym, co jest dla niej najlepsze. Można by powiedzieć: trzeba to było zrobić 2 lata temu albo może poczekać jeszcze 2 lata i zobaczyć jak się sprawy potoczą. Nie ma jednego scenariusza kiedy już trzeba iść na terapię albo kiedy trzeba się jeszcze wstrzymać.

Kto zgłasza się na terapię

Terapia par może pomóc w rozwiązaniu problemów seksualnych
Dla wielu par sygnałem, że związek choruje jest kryzys łóżkowy. Czasem jest on wywołany brakiem komunikacji, bliznami po trzymanych w sobie złych uczuciach, czasem zmiana temperatury uczuć. W każdym razie pożycie intymne jest papierkiem lakmusowym dla partnerów.

Do mnie trafiają osoby, które po prostu zabrnęły w jakiś ślepy zaułek, wykorzystały już cały zasób swoich sposobów radzenia sobie. Wszystkie dotychczasowe rzeczy, które do tej pory być może działały lepiej lub gorzej, przestały być skuteczne. Para w tym momencie zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest w stanie dalej sama o siebie dbać i walczyć, tylko potrzebuje zewnętrznego oka, które mogłoby spojrzeć na ich sytuację z boku. I to jest dobry moment aby para zdecydowała się na konsultację u psychoterapeuty lub seksuologa. Wybór specjalisty zależy oczywiście od tego jakie jest podłoże problemu.

Pary z problemami seksualnymi

Często się zdarza, że choć kryzys objawia się na poziomie życia seksualnego, to ma podłoże psychologiczne. Manifestacja objawów w sferze seksualnej nie zawsze oznacza, że kryzys jest związany z naszą seksualnością.

Seksualność przenika wszystkie płaszczyzny naszego życia; jakość życia seksualnego pary mówi nam o jej bliskości, zaufaniu, o wzajemnym szacunku, czasem o władzy, o dominacji, o tym kto wydaje polecenia. Bywa, że tworzy się w parze pewna dynamika związana z rywalizacją albo robieniem sobie na złość. Świadomie, bądź nie ale często żyjąc razem wzajemnie się ranimy. W którymś momencie tych zranień narośnie tak dużo, że mogą się one odbijać na seksualności. Podam przykład: żona trzy razy prosi męża żeby coś zrobił, on tego nie usłyszy,  ona myśli, że on to robi specjalnie, że robi jej na złość; wkrótce mąż chce uprawiać z żoną seks, a ona odmawia rewanżując mu się za jego zachowanie – przypomina mu równocześnie, że nie zrobił tego o co go prosiła. On oczywiście nie wie o co chodzi, więc ona jest jeszcze bardziej zła. I tak miesiącami można tego seksu nie uprawiać. W którymś momencie ona już nie pamięta dlaczego przestali ten seks uprawiać, a on jest sfrustrowany, postanawiają spróbować, ale tych wzajemnych zranień jest tak dużo, że coś przestaje działać u niej bądź u niego. I nawet jeśli dochodzi do spotkania w łóżku, to jest ono albo niesatysfakcjonujące albo przypominają się te wszystkie zranienia. Daję tutaj bardzo ogólny przykład, ale on też poniekąd obrazuje różne płaszczyzny życia.

Szansa na sukces 

Czy można założyć, że para, która decyduje się na terapię – przetrwa?”

Zdarzyło mi się usłyszeć od par, które do mnie przyszły, że jestem ich ostatnią deską ratunku i jeśli ja nie pomogę, to nie będą one miały przed sobą żadnej przyszłości.

Ja nie jestem w stanie zewaluować pary ani dokonać diagnozy czy ona ma szansę przetrwać czy nie.  Jeśli sukcesem danej pary ma być jej przetrwanie czy rozwiązanie problemów z którym ta para do mnie przychodzi, to ja nie jestem w stanie takich sukcesów zagwarantować.

Jaka jest rola terapeuty

Moja rola to ktoś pomiędzy  mediatorem, negocjatorem, zewnętrznym przewodnikiem. Jestem kimś kto zadaje pytania,  być może takie, których sama para sobie nie zadawała. Czasem odpowiedzi usłyszane z innej perspektywy mogą wiele zmienić. Można to porównać do sytuacji, w której mama i tata mówi nam całe życie, że mamy coś zrobić a my tego nie robimy, po czym spotykamy bezdomnego, który mówi nam to samo i wtedy eureka! wiemy, że to własnie to, co  zrobić powinniśmy. Odnosimy wrażenie, że dowiedzieliśmy się o czymś, czego wcześniej nie słyszeliśmy i to samo może się stać, gdy para zwraca się do terapeuty.

Terapia przed rozstaniem 

Czasami zdarza mi się pracować z parami, które zdecydowały się już rozstać i przychodzą po to by wypracować sobie sposoby poradzenia sobie z zastałą sytuacją-  z rodziną, czyli jak powiedzieć o tym dzieciom, jak podzielić majątek. Są również pary, które nie zdecydowały się rozstać ale np. w trakcie terapii się okazuje, że zabrnęły za daleko z różnymi konfliktami i wykorzystują bezpieczną przestrzeń terapeutyczną, by pewne rzeczy nazwać, ustalić i w sposób jak najmniej raniący zakomunikować to partnerowi/partnerce.

Nauka komunikowania się 

Ostatni i chyba najbardziej optymistyczny typ pary to są osoby, które przychodzą w  poczuciu bezradności, ze świadomością,  że coś w ich relacji przestało działać, że któreś z partnerów nie czuje się szczęśliwe, że dla obojga związek przestał być satysfakcjonujący. Jednocześnie oboje deklarują, że chcą być w związku i nie chcą z niego rezygnować. Chcą nauczyć się w nowy sposób komunikować swoje potrzeby, być może powiedzieć o zaszłych, bolesnych historiach, które w nich tkwią. W takich sytuacjach pracujemy nad związkiem. Bywa, że jest to praca kilkumiesięczna, czasami kilkuletnia. Zdarza się, że na pierwszym spotkaniu para przedstawia jeden problem, a gdy zaczyna grzebać głębiej to tych tematów robi się coraz więcej; przywoływane są momenty, kiedy któreś z partnerów było zawiedzione, rozczarowane, zranione. Rozpoczyna się proces nazywania tych uczuć i zdarzeń.

Bo ty zawsze….!

Bardzo często zdarza mi się słyszeć jak partner mówi do drugiego: bo ja ciebie tak dobrze znam, wiem co zaraz powiesz, dokładnie wiem co myślisz. W  parach  z długi stażem często przyzwyczajamy się  mówić za drugą stronę. Oczywiście,  ja tutaj nie jestem nie jestem ekspertem, ponieważ to pary same znają się najlepiej i wiedzą o sobie najwięcej – niemniej, proponuję aby każdy mówił za siebie i aby każde przedstawiło sytuację ze swojego punktu widzenia.

Bardzo często się zaskakujemy –  jedna strona była przekonana, że wie co druga strona myśli, a druga odpowiada, że wcale tak nie myśli. Przykład: para na początku znajomości ustala, że nie chce mieć dzieci, ale po 5 latach okazuje się, że któreś z nich zaczyna myśleć, że jednak fajnie mieć rodzinę i wówczas musi od nowa wynegocjować swoje ustalenia. Czasami jest to długa i bolesna praca.

Unikanie raf

Kiedy para uczy się, w jaki sposób funkcjonować to równocześnie uczy się jak unikać kryzysów i jak siebie nie ranić. Konstruktywne mówienie o negatywnych emocjach jest podstawą terapii. Chodzi o świadomość, że można drugiej stronie powiedzieć coś trudnego,  a druga strona to przyjmie, przemyśli i zakomunikuje  co na ten temat myśli i czuje – w sposób konstruktywny. Nie obrażamy się, nie wychodzimy, nie rozstajemy się, tylko próbujemy wspólnie dojść do jakiegoś ładu. To co ty czujesz i myślisz jest równie ważne jak to co ja czuję i myślę i musimy się w tym jakoś spotkać.

Komentarze

  1. Mariola o 19:18

    Zawsze ma sens! Wierzę, że może się udać każdemu. Mi z Józkiem nasza psychoterapia par się udała. Terepia par jest potrzebna każdemu, można spojrzeć na swoje życie nieco inaczej.

  2. Dawid o 14:59

    Ja polecam super terapeutkę Ewelinę Bazyluk z Psychologgii Plus – według mnie najlepsza specjalistka od spraw związków w Warszawie! Pomogła mi i mojej dziewczynie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *