Antydepresanty – wpływ na uczucia i popęd seksualny

Wpływ antydepresantów na emocje

Jak leki antydepresyjne wpływają na uczucia?

Depresja nie dotyczy tylko chorego, ale także jego bliskiego otoczenia.

 Najważniejszym, co muszą zrozumieć bliscy osoby chorej na depresję to fakt, iż depresja jest prawdziwą chorobą, a nie kaprysem, chwilowym wymysłem czy próbą ściągnięcia na siebie uwagi. Zaburzenie to wpływa na funkcjonowanie mózgu chorego, a w rezultacie na jego samopoczucie, spojrzenie na świat, samoocenę, nastrój i energię.

Dr n. med. Dariusz Wasilewski – psychiatra

Czy i jak leki antydepresyjne wpływają na uczucia? Czy to możliwe, żeby pod ich wpływem przestać odczuwać miłość, pożądanie, współczucie? Mąż leczy depresję. Myśleliśmy, że jak zacznie brać leki poprawi się między nami, tymczasem nie kochaliśmy się od miesięcy. On twierdzi, że to z winy tych leków. Czy to możliwe?

Jak leki antydepresyjne wpływają na uczucia?

Leki przeciwdepresyjne mają wpływ na nasze emocje, ale takie emocje, które są związane z przeżywaniem depresji.  Zatem eliminują emocje negatywne, poprawiają nastrój, zmniejszają smutek, eliminują lęk, natomiast nie mają wpływu na nasze emocje pozytywne. Nie zmieniają naszej osobowości, jesteśmy cały czas tym samym człowiekiem, którym byliśmy. W momencie, kiedy pojawia się depresja, mniej umiemy odczuwać radość, mniej chętnie udzielamy się towarzysko, jesteśmy trochę „gorszym” mężem, czy żoną, więc tych pozytywnych emocji jest w nas mało. Depresja przejmuje „władzę”, ale dzięki lekom przeciwdepresyjnym to można odwrócić. Czyli za chwilę będziemy tacy sami jak byliśmy, jeśli będziemy brać te leki regularnie.

Ile czasu podaje się leki przeciwdepresyjne? 

Kuracja lekami przeciwdepresyjnymi w zależności, czy to jest pierwszy, czy kolejny epizod depresji, trwa różną długość. Załóżmy, że jest to pierwszy epizod depresji, wówczas kuracja trwa rok. Potem się te leki odstawia i jeśli nie ma depresji to jesteśmy szczęśliwymi, spokojnymi ludźmi, takimi jak byliśmy przed chorobą. Może się tak zdarzyć, że depresja wróci i podczas kolejnego nawrotu to leczenie może zostać wydłużone i w ramach profilaktyki farmakologicznej może trwać nawet do pięciu lat.
W szczególnych wypadkach u pacjentów z ciężką postacią depresji, wrodzoną, biologiczną, rzadko się to zdarza, ale może się zdarzyć – to leczenie przeciwdepresyjne powinno być utrzymywane do końca życia.

mózg i libido
Depresja skutecznie obniża poziom libido; efekt braku zainteresowania seksem wzmacniają leki przeciwdepresyjne (antydepresanty).

Antydepresanty a libido pacjenta.

Niestety leki przeciwdepresyjne mogą mieć wpływ na libido, tzn mogą je obniżać. Wprawdzie najbardziej libido obniża depresja, ale również leczenie w tej mierze może być niekorzystne. Dotyczy to przede wszystkim leków starszej generacji, które powodowały problemy z libido, problemy ze wzwodem, problemy z osiągnięciem wytrysku, czy orgazmu. Natomiast nowa generacja leków jest już w tym względzie dużo lepiej tolerowana. To nie znaczy, że nie ma wpływu, to jest kwestia tylko statystyki – wiadomo, że niektóre leki mają większy wpływ na libido w sensie negatywnym i są leki, które mają mniejszy wpływ, ale nie można powiedzieć, że żaden z nich kompletnie tego wpływu nie ma. Zwykle najważniejsza jest skuteczność przeciwdepresyjna. Jeżeli lek jest skuteczny to mniej się zajmujemy ewentualnymi powikłaniami tego leku – bywa tak, że pacjenci sami mówią, że wytrzymają z tym mniejszym libido, a przede wszystkim chcą wrócić do życia, do funkcjonowania. Oczywiście bywa tak, że na jakimś tam etapie leczenia, kiedy pacjent czuje się zupełnie dobrze to zaczyna przeszkadzać. No i wówczas można zrobić tylko jedno – zmienić lek na taki, który w sensie statystycznym daje mniejszy odsetek problemów z libido. I takie są współczesne leki przeciwdepresyjne – to libido wraca w związku z przemijaniem depresji, a nie jest zakłócone przez lek przeciwdepresyjny.

 

Komentarze

  1. Dede o 10:09

    Przez 2 lata brałam wenlafaksyne. Mój popęd, ze zwierzęcego wręcz, stopniowo zmalał do zera (co początkowo zrzuciłam na przemęczenie i starzenie się związku) Po odstawieniu tabletek jakby ziemia się zatrzęsła i znów nie wychodziłabym najchętniej z łóżka. Z partnerem układa nam się o wiele lepiej, a ja dzięki temu jestem szczęśliwsza. Nie oszukujmy się- udany seks rzutuje na całą relację.
    Także wybierajcie- może depresja nie jest tak silna i nie warto ryzykować utraty satysfakcji ze związku.

    1. Jolanta o 19:35

      To współczuje….człowiek poza kopulowaniem musi jeszcze pracować, uczyć się, realizować hobby, zajmować się dziećmi itd. Ciagle napięcie seksualne jest nie do wytrzymania! Miałam taki krótki etap w moim życiu i wtedy pomyślałam …”faceci wy macie przerąbane” -na szczęście etap minął!!!

  2. Xxxxxx o 08:32

    Uważam, że to niemożliwe, żeby lek powodował dysfunkcje. Oczywiście, – powiecie – że wiele leków uszkadza i powoduje inne choroby. Jednak tego, że każdy jest stworzony do miłości nic nie zmieni. I także tego, że każda kobieta pragnie tej miłości – też nikt i nic nie zmieni. To sprawa bardziej duszy niż psychiki. Uczucia, wola, zrozumienie.
    Leki pewnie obniżają popęd nadużyć i zboczeń seksualnych.

  3. Rzyczliwy o 08:05

    Moja małżonka ma właśnie nawrót choroby. W pierwszym rzucie sprzed lat nawet nie wiedzieliśmy co się dzieje a związek się walił. Kłótnie, obrażanie, mało uczuć coraz mniej seksu. Myślałem , że ma kochanka itd. itp. Koniec końców po wizycie u lekarza okazało się, że depresja. Kuracja coś koło roku. Związek odżył wszystko wróciło do normy. Dałem radę. Niestety choroba powróciła. bierze już trzeci zestaw leków. Jeden był za słaby ale nie likwidował tak bardzo popędu. Drugi zredukował bardzo ale powodował nieodpowiednie zachowania (agresja). Trzeci działa dobrze na zachowanie ale zredukował libido do zera na tyle, że nie odczuwa przyjemności ze stymulacji. Na krótką metę facet daje radę ale jest tak już od jakiegoś czasu i czuję, że to wszystko wpływa również na mnie. Nie czuję się facetem. możecie mówić co chcecie: wytrzymaj, dasz radę, to przejdzie, miłość ważniejsza. No fajnie ale powiedzcie to mojej głowie, która domaga się satysfakcji z bycia mężem. Nie pomaga myślenie o rodzinie, o tym, że zdrowie ważniejsze. Kiedy widzę znajomych jak okazują sobie uczucia i miłość zaczyna we mnie złość wzbierać. Co dzień budzę się wściekły bo wiem, że kolejny wieczór był zmarnowany. Potem słyszę wieczorem jak sąsiedzi się kochają sąsiadka drze się w niebogłosy a ja muszę zatykać uszy bo oszaleć można. Ta wściekłość, że coś co powinno przychodzić naturalnie i dawać przyjemność oraz budować związek jest nieosiągalne. Żona próbuje czasem (mówiąc kolokwialnie) dać mi przyjemność w taki sposób abym sobie podziałał a ona będzie tylko leżeć ale brak reakcji jej ciała jest cholernie frustrujący. Nie pomaga myślenie, że to leki, że to depresja. Nie daję zadowolenia kobiecie = nie jestem 100% facetem. Wiem wiem gadam tylko o seksie ale niestety jest jednym z fundamentów związku i jak on się wali to wali się związek. Niestety do tego jestem bardzo temperamentnym facetem z wieloma pomysłami co tym bardziej pogarsza sprawę. Pojawiają się myśli o rozwodzie, pojawiła się nawet chęć znalezienia przyjemności gdzie indziej (oczywiście ze względów moralnych nic takiego nie zaszło). Pojawiły się oskarżenia w myślach i wściekłość na partnerkę, że to jej wina (choć nie jest to jej wina jednocześnie). Nie wiem jak to wszystko przetrzymać. Łatwo się mówi, że nie wolno oskarżać ale dla mnie jest niepojęte jak można tak się zmieniać. Terapia małżeńska zaliczona, seksuolog zaliczony. Relacja się poprawiła ale z seksem nic nie da się zrobić tak więc znów związek podupada.
    Nie dam nikomu żadnej rady bo sam szukam rozwiązań. Jeszcze przede mną zakup jakiś stymulantów w sexshopie ale nie wiążę z tym za bardzo nadziei. Mam tylko nikłą nadzieję, że kiedy to szaleństwo się skończy to wróci szaleństwo łóżkowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *